Marek Koprowski


POJAWIA SIĘ I ZNIKA. PAROWOZY
Spore arkusze papieru, jeszcze do niedawna w nieładzie porozstawiane pod ścianami Galerii Miejskiej we Wrocławiu i czekające na swój wernisaż, można oglądać na wystawie "Pojawia się i znika. Parowozy". Wszystkie zdjęcia przedstawiają coś związanego z parowozami. Tu lampy, tam maszynista oliwiący żelazne koło, jeszcze gdzie indziej parowóz wy-jeżdżający z tunelu w kłębach pary. Część z nich wydaje się bardziej malunkiem niż fotografią. - Szczerze mówiąc, nigdy nie byłem jakoś specjalnie zainteresowany parowozami. Wszystko dzięki Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych, która chciała się wypromować. Ich rzecznik w latach 80., Władysław Juszczak, zorganizował we Wrocławiu kilka parowozów przeznaczonych na złom do obfotografowania - opowiada Marek Koprowski, fotograf, autor zdjęć prezentowanych na wystawie. I dodaje: - Zaprosił na ten plener kilku fotoreporterów, m.in. ze "Słowa Polskiego" i "Gazety Robotniczej", w tym i mnie. Aż do teraz zdjęć nie użyto w żadnym celu. Jak twierdzi autor ekspozycji, sprawa "rozeszła się po kościach", kiedy każdy zajął się swoimi bieżącymi zleceniami. Niedawno zdjęcia parowozów (niektóre są zabytkowe, pochodzą także z początku ubiegłego wieku) przeniesiono ze starych klisz na komputer. Nie zostały jednak elektroniczie ulepszone. - Tylko je czyściłem z niedoskonałości, które powstały na skutek trzydziestoletniego leżakowania w szufladzie. To i tak było wystarczająco dużo roboty - śmieje się Koprowski. Chociaż mogłoby się zdawać, że autor napocił się nad zdjęciami, by miały głęboki wyraz -artystyczny, nic bardziej mylnego. - Po prostu świetnie się tam bawiliśmy. Robiliśmy na przykład "zawody", komu bardziej uda się "złamać perspektywę" na fotografii. Być może właśnie dzięki tej naturalności udało się uzyskać dobry efekt. Wystawę chciałbym zadedykować kolegom, którzy robili ze mną te zdjęcia: Tadeuszowi Szwedowi i Mariuszowi Czułczyńskiemu.